Natalia + Marcin. Slow wedding

Aktualizacja: lut 18

Ten dzień to było coś niepowtarzalnego. Niepowtarzalnego, a zarazem naturalnego i szczerego. Już po sesji narzeczeńskiej z Natalią i Marcinem wiedziałam, że ich ślub będzie wyjątkowy, ale nie wiedziałam, że do tego stopnia. Z jednej strony miejsce ceremonii, namiot, kwiaty, stoły, bukiet i wianek zdawały się być dopracowane w każdym z calu. Z drugiej strony atmosfera, muzyka, rozmowy, wszystkie gesty i sytuacje były na maksa swobodne.

Czułam się jakbym po prostu była na garden party u moich przyjaciół.


Pisząc to wszystko teraz, we wrześniowe deszczowe popołudnie, znowu czuję bolące od stałego (u)śmiechu policzki, wdycham duszne powietrze i słyszę zbliżającą się burzę. Przypominam sobie genialną playlistę puszczaną z telefonu (N., M., please, podlinkujcie mi ją!) i robię się głodna na myśl o wspaniałych daniach (oczywiście sos z młodego rządził ;) ).


Browarna Przystań w Poznaniu

To miejsce jest stworzone do tego typu uroczystości. Klimatyczna drewniana restauracja, a tuż za nią przestrzeń, którą za chwilkę zobaczycie na zdjęciach, od samego początku wprowadza w stan relaksu i swobody. Uwierzycie, że to miejsce jest zaledwie kilka kilometrów od centrum Poznania?


Browarna Przystań zapamiętam jako idealne miejsce na ślub plenerowy z przepysznym i oryginalnym jedzeniem, świetną obsługą. Mam nadzieję, że mój reportaż ślubny dobrze odda klimat tego miejsca.


Slow wedding po polsku

Na tym ślubie powstało wiele ciekawych kadrów. Dlaczego? A no dlatego, że goście i para młoda zachowywali się naturalnie. Jeśli damy ludziom tą przestrzeń to oni ją wykorzystają. Po prostu będą sobą. Nieskrępowani konwenansami, bez przymusu i zgrzytu. To wtedy powstają najlepsze sytuacje, najszczersze emocje, najpiękniejsze zdjęcia.


Przyjęło się, że na polskich weselach musi być rosół i schabowy, stoły muszą się uginąć pod ciężarem dań, wypada zaprosić ciotki do piątego pokolenia. Najlepiej jest też wypuszczać jakieś biedne gołębie przed kościołem i tańczyć w niewygodnych butach na 10cm obcasie do disco polo. No bo wypada.


A wcale, że nie! Powiem Wam, że jedyne co wypada to zorganizować dzień SWOJEGO ślubu tak, żebyśmy na koniec dnia (lub jego początek - jak kto długo się bawi!) być zadowolonym z jego przebiegu. Więc jeśli chcecie tańczyć boso na trawie, hajtać się bez krawata, muszki - ba! - nawet marynarki, pić bezalkoholowe piwo i bujać się na hamaku to JUST DO IT.


To Wasz dzień. A bliscy zrozumieją i będą się fantastycznie bawić razem z Wami.

A teraz włączcie tę uroczą piosenkę Toma Rosenthala i wróćcie z nami na kilka chwil do tego czerwcowego popołudnia.
















































  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Najnowsze zdjęcia na

Instagramie

@lenaparacka

Toruń, Kujawsko-Pomorskie

Poznań, Trójmiasto, Łódź,

Mazury