Portrety

Zaczynając moją przygodę z fotografią bardzo bałam się portretów. Bałam się, że moja wyobraźnia nie wykombinuje jak ustawić modela, jak wykradrować zdjęcie, żeby nie zdeformować twarzy czy reszty ciała. Bałam się, że moje portrety nie będą za grosz oryginalne. Teraz uwielbiam portrety. Wiecie dlaczego? Z dwóch powodów, już tłumaczę jakich.

Po pierwsze zaczęłam je robić. Strach był największy, kiedy siedziałam w domu i myślałam o tym, że moje portrety muszą być takie same jak portrety moich ukochanych fotografów np. Sally Mann albo Nirrimi Firebrace. Oczywiście, że nie mogłam robić dobrych portretów… nie robiąc ich ;-) Wynika z tego drugi powód, czyli przestanie porównywania siebie do wielkich fotografów i samodzielne testowanie sprzętu swojej wyobraźni i przede wszystkim nawiązywanie relacji z modelami.

Odkryłam, że sesje wcale nie polegają na ustawieniu modela w jednym miejscu, powiedzeniu mu „to teraz jedna ręka na biodro, druga na głowę” i cyknięciu kilku zdjęć. Sesja to przede wszystkim rozmowa z modelem, poznanie siebie i w międzyczasie robienie ładnych kadrów. Kiedy już troszkę poznam fotografowaną osobę, wiem co jej gra w serduchu, kadry tworzą się same.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że uwielbiam portrety z zamkniętymi albo przymkniętymi oczami. Dopiero przeglądając moje portfolio zauważyłam, że 70% zdjęć właśnie taka jest… Ot, moja spostrzegawczość ;-) Takie portrety emanują spokojem i przyjemnością. W sytuacji, kiedy zamykamy oczy zazwyczaj zdejmujemy z twarzy maskę i ogarnia nas spokój. To wyraz bezpieczeństwa i rozmarzenia.

Oczywiście nie oznacza to, że na wszystkich moich portretach modele mają zamkniętę oczy ;D Klimat fotografii zawsze jest dopasowany do fotografowanej osoby. Portret jest tworzony przede wszystkim dla niej, a nie dla mojego widzimisie.

Leave a Reply

Your email address will not be published.