Damian i Dorota

Dorota i Damian… Kto by pomyślał, że kiedyś zrobię tej dwójce sesję zdjęciową? Na pewno nie ja! Oni pewnie też nie. Lubię myśleć o relacjach międzyludzkich jako takich niciach, splotach, kłębkach w których drogi różnych ludzi przecinają się ze sobą. I najlepsze (lub najgorsze) jest to, że nigdy nie wiadomo kogo i w jakiej konfiguracji spotka się różnych ludzi.

Z tej mojej rozkminy o niciach i kłębkach wynikają dwie bardzo ważne sprawy. Po pierwsze, życie jest nieprzywidywalne i ja uważam to za jego zaletę. Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, ale pomyślcie jaki bezsensowny byłby nasz żywot, gdyby każdy dzień był taki sam. Gdybyśmy mogli zaplanować sobie cały nasz czas na Ziemi, gdybyśmy mogli przewidzieć każde zachowanie ludzi… Nuudy!

Po drugie ta nieprzewidywalność motywuje mnie do bycia dobrym człowiekiem, i przyjaznego i sprawiedliwego traktowania ludzi. Nawet z pozoru błahe znajomości mogą w przyszłości okazać się dla nas bardzo ważne. Bo spotykając Dorotę i Damiana pierwszy raz nie sądziłam, że półtora roku później o drugiej w nocy będziemy wspólnie ratować rower mojego męża z sideł złośliwego sąsiada… Ale to historia na inną okazję. ;)

Odkryliśmy zupełnie nowe miejsce. Takie nowe-stare, bo wszyscy jeżdżą nad tym miejscem kilka razy w miesiącu. Mowa o Winnicy, tej dzielnicy tuż przy nowym moście w Toruniu. Jest tam mnóstwo przyrodniczych zakamarków, które z mostu wyglądają jak zapadłe chaszcze. Czuję, że odbędzie się tam jeszcze niejedna sesja.